Jakie są najczęstsze błędy przy sprzedaży zadłużonych mieszkań?
Sprzedaż mieszkania z długiem potrafi wyczyścić kalendarz, a i tak zostawić sprzedającego z niedosytem. Wiele osób próbuje działać jak przy standardowej transakcji, licząc, że “jakoś to pójdzie”. Tymczasem przy nieruchomości obciążonej kredytem, zaległymi opłatami spółdzielczymi czy zajęciem komorniczym margines na improwizację jest minimalny. Każdy błąd podbija koszt, ryzyko i czas, a to właśnie czas najczęściej gra przeciwko właścicielowi. Poniżej opisuję potknięcia, które widzę najczęściej na rynku, oraz jak im zapobiec, jeśli zastanawiasz się, jak sprzedać zadłużone mieszkanie bez zbędnych nerwów.
Niepełny obraz zadłużenia
Najbardziej kosztowny błąd pojawia się jeszcze przed pierwszym telefonem od kupującego: brak pełnej inwentaryzacji długów. Właściciel skupia się na saldzie kredytu hipotecznego, a pomija kilka tysięcy złotych zaległych czynszów i odsetek, odłożoną opłatę za użytkowanie wieczyste, rachunki za media, mandat z windykacją, a nawet niewykreślone służebności. Kupujący po due diligence widzi więcej niż ogłoszenie, a jeśli poczuje rozjazd między deklaracją a dokumentami, wycofa się albo zbije cenę o poziom, który zaboli.
Kompletowanie obrazu długu to nie jest kwestia przeczucia. Trzeba zebrać dokumenty z kilku źródeł i zderzyć je ze stanem w księdze wieczystej. W praktyce, nawet przy pojedynczym kredycie, różnica między “myślę, że zostało 190 tys.” a rzeczywistą kwotą do spłaty z odsetkami i prowizją banku potrafi sięgać 8-15 tys. zł. Dołóż do tego 6 miesięcy zaległego czynszu i odsetki ustawowe, a oczekiwana “czysta” nadwyżka z transakcji topnieje.
Ignorowanie księgi wieczystej i rejestrów
Czasem właściciel nie zagląda do księgi wieczystej od lat. W dziale IV wisi hipoteka sprzed refinansowania, w dziale III figuruje wzmianka o wszczęciu egzekucji, a w dziale II jest dopisek o dożywociu. Jeśli to odkrywa kupujący, zaufanie pęka. Jeśli wiadomo o tym wcześniej, da się ułożyć harmonogram: najpierw zaświadczenia z banku i spółdzielni, potem przedwstępna umowa z depozytem notarialnym, przelewy w odpowiedniej kolejności, a na końcu wnioski do sądu o wykreślenia.
Zbyt rzadko korzysta się także z rejestru dłużników i z Krajowego Rejestru Zadłużonych. Nawet jeżeli dług nie jest zabezpieczony na mieszkaniu, komornik może wstrzelić się z zajęciem rachunku, na który wpływają środki ze sprzedaży. Widziałem transakcje, w których brak wcześniejszej rozmowy z komornikiem doprowadził do zablokowania części środków na kilka tygodni. Potem wszyscy szukali winnego, a wystarczyło uzgodnić z kancelarią komorniczą kolejność spłat i warunki zwolnienia spod egzekucji.
Zła kolejność pieniędzy
Przy zadłużonym mieszkaniu pieniądze muszą pójść we właściwym porządku. Kto płaci komu, ile i kiedy, to sedno bezpieczeństwa. Najczęściej spotykam dwa nieporozumienia. Pierwsze, gdy sprzedający chce, by całość poszła bezpośrednio na jego konto, a on “już się rozliczy z bankiem”. Kupujący i jego bank tego nie zaakceptują. Drugie, gdy kupujący próbuje przelać całość na rachunek banku kredytującego sprzedawcę, sądząc, że to załatwia wszystko. Zostaje wówczas nieuregulowana reszta, źle udokumentowane spłaty kosztów ubocznych i brak podstaw do wykreślenia wszystkich obciążeń.
Bezpieczny schemat zwykle opiera się na trzech strumieniach: kwota na spłatę kredytu hipotecznego idzie zgodnie z promesą banku na rachunek techniczny, zaległości wobec spółdzielni lub wspólnoty są regulowane bezpośrednio na ich rachunki, a reszta trafia do sprzedającego przez depozyt notarialny lub rachunek powierniczy, tak żeby notariusz mógł wydać środki po spełnieniu warunków. Daje to kontrolę nad tym, że z końcowego rozliczenia znikają wszystkie ogniska długu.
Niedoszacowanie czasu potrzebnego na dokumenty
Promesa banku na spłatę i list mazalny nie pojawią się z dnia na dzień. Standard to 5-10 dni roboczych na promesę, potem kolejne kilka do kilkunastu dni na list mazalny po spłacie. Spółdzielnia potrzebuje 3-7 dni na zaświadczenie o niezaleganiu, a gdy są zaległości, potrafi doliczyć koszty windykacyjne i wydłużyć proces. Jeśli dochodzi komornik, korespondencja i zatwierdzenia zajmują często 2-3 tygodnie. Wiosenna kumulacja spraw sądowych to z kolei wolniejsze wpisy w wydziałach ksiąg wieczystych.
Tu często popełniany błąd to ściganie terminu kredytu kupującego. Obie strony umawiają podpis aktu na ostatni tydzień ważności decyzji kredytowej, a w przeddzień okazuje się, że brakuje zaświadczenia lub bank kredytujący sprzedającego nie zdążył wygenerować listu mazalnego. Najlepszym buforem jest wprowadzenie do umowy przedwstępnej realnych terminów i dwuetapowe rozliczenie w depozycie notarialnym, z warunkami wypłaty zszytymi z otrzymaniem dokumentów.
Uleganie presji ceny w zamian za pomijanie procedur
Rynek lubi szybkość, ale szybkość w zadłużonych nieruchomościach łatwo przeradza się w skróty, które mszczą się po fakcie. Typowy scenariusz: sprzedający zgadza się na niższą cenę, by “nie bawić się w promesy i depozyt”, licząc, że kupujący przeleje pieniądze i dopiero potem wyprostują księgę wieczystą. W efekcie wpis wierzyciela nadal wisi miesiącami, a sprzedający nie ma narzędzi, by przyspieszyć bank. Zdarza się odwrotna wersja: kupujący wymusza natychmiastowe wydanie kluczy przed prawomocnym wpisem własności i wykreśleniem hipoteki, bo “musi wchodzić z ekipą”. Jeśli pojawi się spór, mieszkanie jest już zajęte, a zabezpieczenia prawne w powietrzu.
Doświadczenie podpowiada, że lepiej twardo pilnować procedur, nawet jeśli oznacza to nieco niższą liczbę chętnych. Kupujący z finansowaniem bankowym i tak potrzebuje pełnego porządku w dokumentach. Jeżeli zgłasza się inwestor gotówkowy, warto wykorzystać jego elastyczność, ale bez rezygnacji z kluczowych zabezpieczeń, jak depozyt czy rozpisanie przelewów na rachunki wierzycieli.
Brak transparentności wobec kupującego
Właściciele boją się mówić w ogłoszeniu, że mieszkanie ma dług. Zacierają temat w rozmowach, “żeby nie straszyć”. Tyle że brak informacji na początku zwykle oznacza twarde zderzenie przy analizie dokumentów. Kupujący nie unikną prawdy, jedynie odkryją ją w momencie najmniej wygodnym dla sprzedającego. Otwartość paradoksalnie zwiększa bezpieczeństwo i tempo transakcji. Jeżeli kupujący widzi jasny plan spłaty, promesę banku i zaświadczenia o stanie zadłużenia, łatwiej mu uzyskać zgodę własnego banku na wypłatę, a negocjacje krążą wokół ceny, nie wokół ryzyka.
Uczciwe postawienie sprawy potrafi w praktyce skrócić cały proces o kilka tygodni. Warto przygotować pakiet: aktualny odpis z księgi wieczystej, promesę z banku z numerem rachunku do spłaty, harmonogram spłaty zaległości wobec spółdzielni oraz potwierdzenie kontaktu z komornikiem, jeśli egzekucja istnieje. Kupujący dostaje wiarygodny obraz, a u notariusza nie ma zaskoczeń.
Źle skonstruowana umowa przedwstępna
Umowa przedwstępna przy zadłużonym mieszkaniu nie może być kalką z internetu. Najbardziej bolą zapisy, które nie wiążą płatności z usuwaniem obciążeń, a terminy są oderwane od realnych cykli banków i spółdzielni. Jeśli zadatek wypłacany jest sprzedającemu bez żadnych warunków, rośnie ryzyko sporu, gdy promesa nie dojdzie na czas. Jeżeli brakuje adresowanych zgód współmałżonka lub zarządu wspólnoty na rozliczenie zaległości, notariusz wstrzyma wypłatę depozytu.
W praktyce dobrze działają umowy, w których opisuje się konkretne kamienie milowe: dostarczenie promesy do dnia X, spłatę zaległości czynszowych do dnia Y, złożenie wniosku o wykreślenie hipoteki niezwłocznie po otrzymaniu listu mazalnego. Wypłata poszczególnych transz z depozytu jest powiązana z dokumentami, a strony wiedzą, co musi się wydarzyć, by pieniądze popłynęły dalej.
Pomylenie “Jak sprzedać zadłużone mieszkanie?” z “Oddam byle szybciej”
Nie każda sytuacja wymaga sprzedaży w trybie alarmowym. Bywa, że dług w spółdzielni to 7 tys. zł plus odsetki. W takim wypadku, zamiast przeceny o 50 tys. “dla inwestora”, sensowniejsze jest zabezpieczenie tych należności z zadatku w depozycie, szybkie uregulowanie zaległości i normalna sprzedaż na rynku otwartym. Z drugiej strony, gdy jest zajęcie komornicze, a bank nalicza podwyższone odsetki karne, poszukiwanie maksymalnej ceny bywa pozorne. Każdy miesiąc kosztuje kilkaset do kilku tysięcy złotych. Wtedy transakcja z inwestorem gotówkowym, który domknie temat w 14 dni, realnie daje wyższą wartość netto niż teoretycznie lepsza cena za trzy miesiące.
Decyzja nie sprowadza się do emocji. Trzeba policzyć koszt czasu, zobowiązań i ryzyko opóźnień. W jednej ze spraw w Warszawie różnica w cenie ofertowej wynosiła 35 tys. zł, ale miesięczny koszt obsługi długu i ryzyko wzrostu stóp karnych sprawiały, że po dwóch miesiącach “lepsza” oferta była już de facto gorsza.
Ignorowanie roli notariusza i depozytu
Depozyt notarialny to nie fanaberia. Przy zadłużeniu porządkuje przepływ pieniędzy i buduje zaufanie. Sprzedający ma pewność, że środki są zabezpieczone, kupujący widzi warunki ich wypłaty, a notariusz dba o to, żeby dokument z banku spłacającego hipotekę dotarł, zanim pieniądze trafią do sprzedającego. Błędem jest rezygnacja z depozytu, bo “wszyscy się spieszą” albo “oszczędzimy kilkaset złotych”. Oszczędność bywa pozorna. Jeżeli później trzeba dochodzić zwrotów i wyjaśniać przelewy, koszty rosną wielokrotnie.
Drugim częstym błędem jest wybór pierwszej lepszej kancelarii bez doświadczenia w rozliczeniach długów. Notariusz, który na co dzień prowadzi transakcje z hipotekami i zajęciami, zrobi różnicę. Podpowie poprawny układ warunków wypłaty, wychwyci braki w promesie, zasugeruje dodatkowy zapis zabezpieczający, na przykład o przekazywaniu potwierdzeń przelewów bezpośrednio wierzycielom.
Niedopilnowanie komunikacji z bankiem sprzedającego
Każdy bank ma swoje wzory promes i listów mazalnych, własne kanały kontaktu i terminy. Brzmi banalnie, ale jeżeli promesa nie zawiera wszystkich hipotek, które mają być wykreślone, sąd wieczystoksięgowy odrzuci wniosek. Jeśli numer rachunku do spłaty różni się od rachunku do wcześniejszej spłaty z prowizją, środki trafią w próżnię na kilka dni. Zdarzyło mi się, że bank wystawił list mazalny tylko dla hipoteki głównej, a w dziale IV pozostawała hipoteka kaucyjna do limitu, której nikt nie zauważył. Skutek to dodatkowy miesiąc opóźnienia z powodu korekty.
Dobrą praktyką jest weryfikacja promesy pod kątem: pełnej listy hipotek, przypadku ewentualnych przewalutowań, opłat za wcześniejszą spłatę oraz okresu ważności dokumentu. Warto poprosić bank o roboczy draft, zanim w ogóle umawiamy akt. Jeden telefon i pięć minut uważnego czytania oszczędzają tygodnie nerwów.
Zignorowanie komornika lub wierzyciela pozabankowego
Jeżeli istnieje zajęcie komornicze, komornik nie zniknie dlatego, że strony podpisały umowę. Ignorowanie kancelarii sprawia, że po transakcji część środków może zostać zajęta, a kupujący wejdzie w posiadanie mieszkania z aktywną wzmianką w dziale III. To wywołuje lawinę nieporozumień. Rozsądniej jest już na etapie przedwstępnej umowy uzgodnić z komornikiem i wierzycielem schemat spłat, zdobyć pismo o warunkach umorzenia egzekucji oraz oświadczenie, że po otrzymaniu wskazanej kwoty komornik wyrazi zgodę na wykreślenie zajęcia.
Podobnie z wierzycielami pozabankowymi. Firmy windykacyjne działają formalnie, ale bywają mniej elastyczne czasowo. Dobrze jest mieć od nich pisemne potwierdzenie salda i warunków zamknięcia sprawy, a jeśli to możliwe, negocjować umorzenie części kosztów w zamian za pewną i szybką spłatę z depozytu.
Lekceważenie zaległości wobec spółdzielni lub wspólnoty
Zaległości czynszowe to nie tylko kwoty w tabeli. Wspólnoty i spółdzielnie mają swoje procedury zabezpieczania roszczeń, a w skrajnych przypadkach uzyskują tytuły wykonawcze. Jeśli pozostawić je na koniec, potrafią sparaliżować odbiór kluczy czy odbiory techniczne. Spółdzielnia bez zaświadczenia o niezaleganiu może odmówić wydania potwierdzeń potrzebnych kupującemu do zgłoszeń w administracji i mediach.
Rozsądna kolejność to uzyskać zaświadczenie o stanie konta i ustalić z administracją, że określona kwota zostanie spłacona bezpośrednio z depozytu notarialnego na rachunek spółdzielni. Czasem zarząd wspólnoty wymaga dodatkowej uchwały lub podpisów dwóch członków zarządu pod potwierdzeniem. Jeżeli wiadomo to wcześniej, oszczędzamy czas.
Emocjonalne decyzje w negocjacjach
Sprzedaż obciążonej nieruchomości zwykle wydarza się w stresie. Telefonów jest dużo, chętni się targują, a niektórzy grają na czas, czekając, aż sprzedający “zmięknie”. Łatwo wtedy zaakceptować niekorzystny zapis w umowie albo wstrzymać transakcję przez drobiazg. Warto rozdzielić dwie sfery: kwestie proceduralne, gdzie nie ma kompromisu, oraz cenę i terminy, gdzie jest pole do manewru. Jeśli kupujący prosi o wcześniejsze wejście ekipy, można to rozwiązać umową użyczenia powiązaną z kaucją i ubezpieczeniem OC. Jeśli prosi o odroczenie płatności, ale bez zabezpieczenia, lepiej podziękować.
Doświadczony pośrednik lub prawnik pełni tu funkcję bezpiecznika. Tam, gdzie strony składają obietnice na słowo, on dopytuje o dokumenty. Tam, gdzie kupujący chce skrócić drogę, on buduje ją tak, by była przejezdna dla banku, notariusza i sądu.
Błędy przy mieszkaniach z dożywociem lub służebnością
Szczególną kategorią są lokale z prawami osobistymi wpisanymi do działu III, na przykład służebność mieszkania dla członka rodziny albo umowa dożywocia. Próba sprzedaży “jak leci” kończy się zwykle spektakularnie źle, bo kupujący boją się sytuacji, w której ktoś ma prawo tam mieszkać po sprzedaży. Jeżeli służebność ma być zniesiona, potrzebna jest zgoda uprawnionego i często rekompensata, czasem nawet ze środków ze sprzedaży. Jeżeli dożywocie ma trwać, wprost wpisuje się to w umowę, co ogranicza pulę chętnych, ale eliminuje spory.
Błędem jest zatajanie tych praw. Lepiej zawczasu przygotować porozumienie ze służebnikiem, określić kwotę i moment wypłaty, umówić protokół zdawczo-odbiorczy mieszkania bez osób trzecich, jeśli to warunek kupującego. Nierzadko w takich sytuacjach sensowna jest sprzedaż inwestorowi specjalizującemu się w dożywociu, ale tu trzeba dokładnie czytać wyceny i warunki.

Nieadekwatny opis ogłoszenia i złe targetowanie
Ogłoszenie zadłużonego mieszkania, które wygląda jak każde inne, generuje dużo niepotrzebnych telefonów. Pół rozmowy schodzi na tłumaczenia, że “jest kredyt do spłaty, ale wszystko pod kontrolą”, a kupujący, którzy szukają prostych przypadków, odpadają. Dokładniejsze, uczciwe ogłoszenie, z informacją o hipotece i gotowym planie rozliczenia, przyciąga właściwych klientów: tych z agentem, prawnikiem lub doświadczeniem. W praktyce skraca to ścieżkę, bo tacy klienci od razu pytają o promesę, depozyt i terminy, a nie o kolor ścian.
Warto też dostosować cenę do realiów. Zadłużenie samo w sobie nie musi obniżać ceny rynkowej, jeśli proces jest poukładany. Obniżkę uzasadniają raczej terminy na korzyść kupującego, pilna sytuacja lub brak możliwości kosmetycznego odświeżenia przed sprzedażą. Jeżeli lokal jest atrakcyjny, a zadłużenie niewielkie i transparentne, cena może być rynkowa. Zawyżanie jej “na zapas” kończy się długim staniem i wzrostem kosztu długu.
Zbyt późne zlecenie profesjonalnej pomocy
Wielu sprzedających wzywa prawnika lub doświadczonego pośrednika dopiero, gdy transakcja się kruszy. Tymczasem największą wartość doradca wnosi na starcie: porządkuje dokumenty, układa scenariusz spłat, rozmawia z bankiem i komornikiem, proponuje właściwą kolejność przelewów, weryfikuje umowę przedwstępną. Koszt jego pracy to ułamek ryzyka, jakie eliminuje. Jeśli nie chcesz korzystać z pełnej obsługi, chociaż zamów konsultację i wzory dokumentów, z których skorzystasz u własnego notariusza.
Nie chodzi o to, by oddać stery. Chodzi o to, by uniknąć prowizorycznych rozwiązań, które będą się mściły. Kilka godzin pracy specjalisty potrafi zdjąć z planu błędy, które kosztują miesiąc opóźnienia lub kilkanaście tysięcy złotych.
Kiedy przyspieszać, a kiedy zwalniać
Sprzedaż zadłużonego mieszkania to sekwencja decyzji, w której czas raz jest wrogiem, raz sprzymierzeńcem. Przy długach z narastającymi odsetkami i zajęciach warto przyspieszać. Krótsza ekspozycja, mniej pokazów, gotowi kupujący, depozyt, szybkie rozliczenie. Przy zwykłym kredycie hipotecznym bez zaległości czynszowych, ale ze skomplikowaną sytuacją prawną lokalu, lepiej zwolnić i dopracować dokumenty przed wejściem na rynek. Rynek lubi klarowność. Jeśli musisz ciągle odpowiadać “sprawdzę i dam znać”, to znak, że najpierw porządki, potem sprzedaż.
W realnym case’ie z Gdańska mieszkanie z hipoteką frankową sprzedawaliśmy po wcześniejszym uzgodnieniu z bankiem procedury wcześniejszej spłaty i przeliczeniu salda według konkretnej tabeli kursowej, by uniknąć niespodzianek kursowych między dniem aktu a dniem księgowania. W innym przypadku, w Katowicach, po rozmowie z komornikiem udało się ustalić, że 30 procent wpływu z depozytu pójdzie na egzekucję, co pozwoliło zwolnić mieszkanie spod zajęcia bez czekania na odrębne postanowienie. Obie transakcje zamknęły się bez turbulencji, bo plan powstał przed ogłoszeniem.
Krótka mapa bezpiecznej sprzedaży zadłużonego mieszkania
Poniżej skondensowany, praktyczny schemat, który porządkuje proces, gdy zastanawiasz się, jak sprzedać zadłużone mieszkanie z głową:
- Zrób pełną inwentaryzację długu: promesa banku z kwotą spłaty, saldo u spółdzielni, korespondencja komornicza, sprawdzenie księgi wieczystej i rejestrów.
- Ułóż przepływ pieniędzy: spłata banku na rachunek techniczny, rozliczenie spółdzielni, depozyt notarialny dla reszty z jasnymi warunkami wypłaty.
- Zaplanuj terminy pod dokumenty: realne okna na promesę, list mazalny, zaświadczenia, wpisy KW, i wprowadź to do umowy przedwstępnej.
- Zadbaj o transparentność: komplet dokumentów dla kupującego, jawny opis obciążeń, kontakt z wierzycielami i komornikiem potwierdzony na piśmie.
- Wybierz notariusza z doświadczeniem w rozliczaniu długów i uzgodnij z nim treść depozytu i przepływów przed aktem.
Koszty, o których łatwo zapomnieć
Sapere aude, czyli policz zanim podpiszesz. Sprzedający często liczą tylko prowizję i taksę notarialną. Tymczasem lista pobocznych kosztów i potrąceń bywa dłuższa. Bank kredytujący sprzedającego może naliczyć prowizję za wcześniejszą spłatę, zwykle od 0 do 2 procent salda w pierwszych latach kredytu. Do tego odsetki narastające do dnia księgowania spłaty, a przy kredytach walutowych różnice kursowe między dniem aktu a dniem rozliczenia. Spółdzielnia dolicza odsetki ustawowe i koszty windykacji. Komornik pobiera opłaty według ustawy, typowo 10 procent wyegzekwowanego świadczenia, choć przy dobrowolnej spłacie z depozytu da się czasem ustalić niższy bilans kosztów poprzez umorzenie części czynności.
Po stronie dokumentów pojawiają się opłaty sądowe za wpisy i wykreślenia w księdze wieczystej, zwykle po kilkaset złotych za każdy wniosek. Jeśli mieszkanie sprzedajesz przed upływem 5 lat podatkowych, dochodzi podatek od zbycia, chyba że skorzystasz z ulgi mieszkaniowej. Tych elementów nie powinno się odkładać na później. Dobrze policzone, pozwalają wyznaczyć minimalną cenę akceptowalną i uniknąć rozmów, które nie mają sensu.
Kiedy lepiej odpuścić transakcję
Bywa, że najlepszą decyzją jest powiedzieć “nie” kupującemu. Jeśli ktoś naciska na wypłatę środków bez warunków, nie chce akceptować depozytu, a jednocześnie nie daje wyższego bezpieczeństwa finansowania, to czerwona flaga. Jeżeli kupujący nie dostarcza dokumentów własnego banku, przeciąga terminy, a prosi o wejście do lokalu przed aktem, ryzyko rośnie. Odmowa to nie kaprys, tylko zarządzanie ryzykiem. Lepiej wziąć głęboki oddech i zaczekać na nabywcę, który rozumie wagę procedur, niż wchodzić w transakcję, która statystycznie kończy się sporem.
Co po sprzedaży: domknąć sprawy do końca
Sprzedaż nie kończy się w momencie wyjścia z kancelarii. Po akcie trzeba dopilnować złożenia wniosków do sądu o wykreślenia hipotek i zajęć, zebrać potwierdzenia spłat od banku i wierzycieli, zamknąć liczniki i rozliczyć media, a także uzyskać od notariusza potwierdzenie wypłaty depozytu. W praktyce domknięcie formalne trwa jeszcze kilka tygodni. Jeżeli po tym czasie w dziale IV nadal widnieje hipoteka, a od spłaty minęło ponad 30 dni, warto interweniować w banku. Zdarza się, że list mazalny utknął w drodze do sądu lub ma drobną wadę formalną, którą trzeba poprawić.
Przekazując lokal, sporządź protokół zdawczo-odbiorczy z numerami liczników, stanem instalacji i spisem kluczy. To drobny dokument, który w razie sporu o media lub szkody ratuje nerwy i pieniądze.
Odpowiedź na podskórne pytanie
Większość osób zadaje w końcu to samo: jak sprzedać zadłużone mieszkanie, żeby nie ugrzęznąć. Odpowiedź rzadko mieści się w jednym zdaniu. Szukaj porządku, zanim szukasz kupującego. Ułóż dokumenty, rozrysuj przepływ pieniędzy, ustaw warunki w umowie i zarezerwuj czas na reakcję banków. Jeżeli sytuacja jest napięta, policz koszt czasu i rozważ inwestora gotówkowego, ale bez rezygnacji z depozytu. Właśnie te elementy odróżniają sprzedaż, która “prawie doszła do skutku”, od sprzedaży, która domyka temat długu, a Tobie oddaje spokój.
Druga, krótsza lista kontrolna dla rozmowy z notariuszem
- Czy promesa banku obejmuje wszystkie hipoteki i ma poprawny rachunek do spłaty oraz okres ważności dłuższy niż planowany termin aktu?
- Jak zapisujemy w depozycie kolejność wypłat i warunki, w szczególności spłatę banku, zaległości spółdzielczych i ewentualnych zajęć?
- Jakie zaświadczenia musimy mieć w dniu aktu i kto je dostarcza: sprzedający, kupujący, pośrednik?
- Czy w umowie są klauzule o karach umownych za brak dokumentów i o skutkach niedotrzymania terminów?
- Kto składa wnioski do sądu wieczystoksięgowego i kto pokrywa opłaty, zwłaszcza za wykreślenia?
Sprzedaż mieszkania z długiem nie musi być polem minowym. Najczęstsze błędy wynikają z pośpiechu, chaosu dokumentów i naiwnej wiary, że “jakoś to będzie”. Gdy rozłożyć proces na elementy i konsekwentnie je odhaczać, ryzyko maleje, a negocjacje wracają do sedna, czyli ceny i terminu przekazania. Jeśli chcesz przejść tę drogę szybciej, pracuj z ludźmi, którzy znają zakręty. Jeśli wolisz iść sam, idź metodycznie. W długach największym wrogiem jest improwizacja.


